Blog o śmierci w popkulturze
Kryminały

Arena Szczurów – cieszmy się kochać bohaterów powieści, bo w końcu odchodzą

Arena Szczurów - książka Marka Krajewskiego

“Arena szczurów” to pierwszak książka Marka Krajewskiego od dwóch lat, którą miałam w ręku. Jest to również książka zamykająca serię o lwowskim komisarzu Popielskim. Przy całej mojej sympatii do twórczości pana Krajewskiego nie przeczytałam niestety, wszystkich jego książek (chociaż przeczytałam ich sporo). Wiem, że książki o Mocku i Popielskim mają rzeszę wiernych fanów czekających na każdy nowy tytuł, ale po skończeniu “Areny szczurów” naprawdę ucieszyłam się, że to już koniec przygód Edwarda P.

Autor zabiera nas z Wrocławia i Lwowa do Darłowa, gdzie komisarz przybiera nową tożsamość i jako nauczyciel matematyki wiedzie życie w miasteczku – pozornie spokojnym a w rzeczywistości pełnym Rosjan, Ubeków, partyzantów i donosicieli.

“Arena szczurów” nie jest klasycznym kryminałem – bo i intryga nie wciąga i jakoś rozwiązuje się sama przez się. To raczej powieść o cierpieniu i przemocy w którą mimowolnie wpada Popielski.

Pamiętam pierwsze książki Marka Krajewskiego o Wrocławiu, w których klimat był odmalowany tak, że miało ochotę się przenieść w czasie. Wygrzebałam wtedy starą, niemiecką książeczkę z fotografiami Wrocławia i szukałam zdjęć opisywanych przez Krajewskiego miejsc. W “Arenie szczurów” zabrakło mi tego mrocznego i dusznego klimatu, chociaż mam wrażenie, że autor do bólu usiłował stworzyć właśnie jak najmroczniejszą scenerię – i ciemności, smrodu i przygnębienia jest na kartkach książki dużo, to bardzo trudno to poczuć.

Wszystko, co zostało opisane w powieści było szalenie nieprawdopodobne – i nie chodzi tu nawet o realne prawdopodobieństwo, ale o przekonanie czytelnika, że tak właśnie MOGŁO być. Bo czytelnik dobrze przekonany uwierzy w gadające zwierzęta, podróż do wnętrza ziemi i szalonego kapelusznika.

Wierzę w to, że dobra książka która jest częścią większej serii obroni się sama i zachęci czytelnika do sięgnięcia po kolejne części. Oczywiście – czytając serię w odpowiedniej kolejności możemy zobaczyć więcej, ale to właśnie ta JEDNA książka powinna nas ścisnąć za gardło i nie puszczać. Gdybym zaczęła czytać twórczość pana Marka od tej książki nie wiem, czy sięgnęłabym po kolejne.

Zwalam to na zmęczenie postacią i konwencją – pośród kilkunastu książek kryminalnych (w tym siedmiu o Popielskim) muszą się znaleźć pozycje lepsze i gorsze.

Najnowszą powieść Marka Krajewskiego czyta się jednym tchem – to dowód na niezwykłą sprawność pisarską autora. Kryminał to w końcu gatunek, który ma nam zapewnić rozrywkę, ale po Marku Krajewskim spodziewałam się jednak czegoś więcej. W “Arenie szczurów” prosta fabuła nie wciągnęła mnie, nie poczułam klimatu miejsca, ani nie wczułam się w bohatera który znajduje się w bądź co bądź beznadziejnym dość położeniu. Nie było mi go szkoda, nie drżałam o jego losy i ogólnie pomimo tego, że książka “płynęła” mnie było wszystko jedno, jak się skończy.

Czas Popielskiego minął, chociaż ostatni tom jego przygód przyniósł mi skojarzenia z Dexterem – serialem wybitnym, któremu na jego własne nieszczęście pozwolono trwać trochę za długo.

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.