Blog o śmierci w popkulturze
Seriale

Brooklyn 99 – naprawdę zabawny policyjny sitcom.

Serial komediowy Brooklyn 99

Odcięłam sobie Netflixa.
Jednak trzeba zająć się życiem.
Ale przedtem obejrzałam oooostatni serial.

Czytając wiele kryminałów czasem dopada mnie ich ponury klimat  i wtedy sięgam po inne pozycje, żeby nieco rozweselić atmosferę. Dlatego ostatnia propozycja Netflixa którą chcę zaproponować to serial komediowy Brooklyn 9-9.

W krótkich 20-minutowych odcinkach serial opowiada o perypetiach grupy policjantów z brooklińskiego posterunku. Bohaterowie – jak to w sitcomach zazwyczaj – to zbiór różnorodnych charakterów.

Jake Peralta to arogancki ale zdolny policjant, który nie potrafi dostosować swojego zachowania do ogólnie przyjętych zasad. Amy to przykład sztywniary-kujonki, Rosa to latynoska, która najchętniej każdemu dałaby w mordę, Terry to ten umięśniony, ale bardzo uczuciowy murzyn z reklamy Old Spice, kapitan Holt to również murzyn, do tego gej i najprawdopodobniej wyprany z emocji robot. Boyle w konkursie na największego przegrańca zająłby drugie miejsce, motto życiowe Giny to “I don’t give a damn”, a Hitchcock i Scully są zupełnie bezużyteczni, ale za starzy żeby ich zwolnić.

I w tym oto zacnym gronie nasi policjanci muszą sobie radzić z podpaleniami, kradzieżami, porwaniami, seryjnymi mordercami i złodziejami samochodów. A że nie są to modelowi policjanci to wychodzi im różnie, ale jest zabawnie.

Osią serialu są stosunki panujące pomiędzy Jake’m (który pomimo niewątpliwego talentu nie chce dać sobą rządzić) a kapitanem Rayem Holtem który chciałby mieć wszystko pod kontrolą i nie musieć się użerać z uciekającym od dorosłości detektywem.

Brooklyn 9-9 to maraton naprawdę głupich i bardzo, ale to bardzo niekiedy abstrakcyjnych żartów w stylu:
Jake: Wymyśl sobie jakiś straszny pseudonim!
Boyle: Hitler!

Każdy odcinek jest o czymś innym, więc nie trzeba ich oglądać po kolei, ani pamiętać, co działo się wcześniej. To 20 minut naprawdę dobrej zabawy.

Nie jestem wielką fanką komedii i szczerze mówiąc, niewiele seriali komediowych mnie śmieszy. Do ulubionych zaliczyłabym nieśmiertelnych “Przyjaciół”, “Teorię wielkiego podrywu”, brytyjskich “Inbetweeners” (dzięki ci Boże za brak polskiego tytułu!), “IT Crowd”. O wiele bardziej bawią mnie filmy Woodiego Allena i amerykańskie stand-upy (Jerry Seinfeld, Louis C.K czy ostatnio Gabriel Iglesias “Fluffy”).  Szczerze nie cierpiałam “Akademii Policyjnej” i “13 posterunku” a z “Gliniarza i prokuratora” pamiętam tylko tyle, że był tam buldog  i człowiek, który wyglądał jak buldog.

Nie ma sensu rozkładać “Brooklyn 9-9” na atomy, analizować warsztatu aktorskiego czy doszukiwać się jakiegoś drugiego dna.  Brooklyn 9-9 jest serialem który ma dostarczyć swoim widzom lekkiej i przyjemnej rozrywki i w tym zakresie sprawdza się znakomicie.

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.