Książka Agnieszki Płoszaj “Czarodziejka” zaczyna się całkiem nieźle.

Po pierwsze – głównymi bohaterkami “Czarodziejki” są dziewczyny.

Bardzo mnie to cieszy, bo kobiet w kryminałach zawsze mi mało – zarówno jako autorek jak i bohaterek. Tak więc mamy Julę i Manię. Jula to twarda, mocno stąpająca po ziemi dziewczyna z samochodową pasją. Mania – jej przeciwieństwo. Urocza i niezbyt rozgarnięta blondynka ze słabością do mężczyzn sprawiających problemy. Julka roztacza nad Manią opiekuńcze skrzydła a czytelnik zastanawia się, co takiego wydarzyło się w przeszłości, co połączyło losy tak różnych od siebie osób.

Po drugie – akcja dzieje się w Łodzi

A to miasto, które wydaje mi się jednocześnie klimatyczne i nieco… menelskie. Miasto znane ze słynnej filmówki, dawnej, włókienniczej świetności a potem jej upadku. Ciągnie się za Łodzią opinia miasta równie kibolskiego co hipsterskiego – trochę zawsze w cieniu niedalekiej Warszawy, ale moim zdaniem zasługującego na dużo więcej uwagi, niż się mu poświęca. Jego pofabryczna architektura, pamiętające czasy handlowej świetności kamienice i mroczne zaułki to doskonała sceneria dla powieści kryminalnej.

Po trzecie – śledczy z potencjałem

Po stronie stróżów prawa mamy Kubę i Tomka. Młodych i zdolnych policjantów – nie dość, że pełni energii i utalentowani, to jeszcze lubią swoją pracę. Po całej plejadzie zmęczonych życiem i bliskich emerytury zgorzkniałych detektywów to naprawdę miła odmiana w powieści.

Fabuła od początku rozwija się dwutorowo – w jednym wątku ktoś pozbawia życia miłą panią Zofię – stałą klientkę kawiarni Juli i Manii. Mało tego – przed śmiercią ofiara powierza dziewczynom na przechowanie tajemnicze pudełko. Głównym bohaterem drugiego wątku jest chłopak Mani – aktualnie poszukiwany za zabójstwo policjanta.

Ponieważ w pewnym momencie wszystkie tropy prowadzą do dziewczyn wiadomo, że będą z tego kłopoty.

Niestety – “Czarodziejka” zdecydowanie lepiej zaczyna się, niż kończy.

Mania i Jula to faktycznie nieźle zbudowane postaci, ale łódzka sceneria i jej klimat zupełnie nie zostaje wykorzystana w powieści (autorka sporo miejsca poświęca topografii, a zdecydowanie za mało klimatowi miasta). Tomek i Kuba byliby ciekawszymi postaciami gdyby nie fakt, że wydają się być identyczni. Nie ma w nich żadnych cech charakteru, które odróżniają jednego od drugiego. Chociaż nie – jeden z nich chyba pali. Niestety, nie udało mi się nawet zapamiętać,  który.

Sam wątek kryminalny obraca się wokół tematu starej historii związanej z uprowadzeniami dzieci przez tajemniczą kobietę.

Zdaje się, że zamieszana jest w to miła starsza pani Zofia. Pojawia się w tym wątku również jej wnuczka, córka, zięć oraz dziwna starsza para. Do tego autorka postanowiła zgłębić jeszcze kryminalną przeszłość Juli i wprowadzić gangsterski wątek. Mamy też wspomniany motyw pościgu za chłopakiem Manii i martwego policjanta. A  jakby było za mało – jest jeszcze love story.

W związku z miłosną historią  pomiędzy Julką a Tomkiem zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Tomek jako (tak wynika z opisu) zdolny policjant – pozwala Julce na wtrącanie się w śledztwo i totalną samowolkę wykazując się zupełnym brakiem profesjonalizmu. Jest to aż tak nieprawdopodobne, że aż boli mózg.

Natłok bohaterów i wątków powoduje, że to, co miało być najważniejsze schodzi na dalszy plan, a ja jako czytelniczka sama już nie wiedziałam co jest w tej powieści naprawdę istotne, a co tylko pobocznym wątkiem. Dzisiaj jakbym miała powiedzieć dlaczego zginęła pani Zofia, chyba nie byłabym w stanie znaleźć odpowiedzi, bo im dalej w powieść tym bardziej główny wątek gubi się w gąszczu pobocznych epizodów.

To w jej wątku pojawiają się retrospektywy, które mogłyby powolutku odkrywać kolejne karty i w starej Łodzi budować klimat powieści. Niestety, ani nie ma klimatu, ani treści w nich zawarte nie odkrywają tej tajemnicy.

“Czarodziejka” nie jest z gruntu złą książką, ale myślę że autorka mogłaby dopracować nieco infantylne dialogi, natłok wątków i postaci (bo jednak czasem mniej znaczy więcej) i utworzyć gradację dzięki której powstanie wątek “ciągnący” całą historię.

Sukces chociażby powieści Marka Krajewskiego pokazał, że czytelnicy uwielbiają klimatyczne kryminały z historią w tle. Agnieszce Płoszaj potrzeba jeszcze sporo pisarskiego warsztatu, ale kto wie, może Łódź też doczeka się swojej serii?


Jeśli nigdy nie byliście w Łodzi, polecam to miejsce na city break i zapraszam do lektury krótkiej relacji z tego miasta.