Blog o śmierci w popkulturze
Seriale

Daredevil – niech żyje binge watching

Daredevil - bohater serialu telewizji Netflix

Daredevil - recenzja serialu Netflix

Netflix wypuszczając swoje seriale całymi sezonami spełnił marzenia wszystkich serialowych maniaków. Ściągając całe sezony na raz wreszcie możemy bezkarnie uprawiać binge watching –  oglądać seriale w jedyny słuszny sposób, zarywając noce aż nie zobaczy się wszystkich odcinków a wyrzuty sumienia zjedzą nas z powodu odkładania wszystkiego na bliżej nieokreślony czas “po serialu”.

Daredevil to kolejna produkcja Marvela i w ogóle kolejna serialowa produkcja na podstawie komiksu. I muszę przyznać, że na tle grającego z wdziękiem płyty pilśniowej Arrowa i naiwniaka Flasha opowieść o tym superbohaterze (czy może raczej mścicielu?) prezentuje się całkiem nieźle. W ogóle Daredevil stylistycznie odstaje od wiekszości komiksowych adaptacji – nie tylko ze stajni Marvela. Klimat najbliższy jest chyba do Gotham, chociaż produkcja Netflixa wydaje się być zdecydowanie mniej groteskowa i jakby lżej się ją ogląda.

Mamy więc głównego bohatera który w wyniku wypadku w dzieciństwie stracił wzrok, ale za to jego pozostałe zmysły wyostrzyły się tak, że stworzyły coś w rodzaju niemal nadprzyrodzonych umiejętności, tym samym rekompensując mu brak widzenia. Mając dość faktu, że jego ukochane nowojorskie Hell’s Kitchen zbrodnią stoi, postanawia rozprawić się ze złem we własnym zakresie i w przebraniu spuszczać manto tym, co spuszczają manto innym. W świetle dziennym zaś Matt prowadzi dosyć nędzną kancelarię adwokacką ze swoim przyjacielem Foggym (który oczywiście o jego podwójnym życiu nie ma bladego pojęcia).

 

Daredevil - serial Netflix

Ale jak to w życiu (i komiksach) bywa – na każdego cwaniaka znajdzie się większy cwaniak i szybko okazuje się, że choroba tocząca miasto sięga dużo dalej niż naszemu bohaterowi się wydaje, toteż szybko pojawia się arcyprzeciwnik w postaci Wilsona Fiska. Fisk to wrażliwy wewnętrznie strongman który ma trochę problemów z dopadającymi go czasem napadami agresji. Te zaś nasilają się, odkąd w mieście pojawił się dziwny, zamaskowany typek i psuje mu wszystkie przedsięwzięcia. Fisk (Vincent D’Onofrio) to z resztą jedna z najlepszych ról w serialu – z jednej strony potrafi rozwalić komuś głowę drzwiami od samochodu, z drugiej słuchając jego opowieści o trudnym dzieciństwie robiło mi się go autentycznie żal. To właśnie ten dziwny miks zła i dobra i duża doza nieprzewidywalności czynią Fiska takim przerażającym.

Daredevil to ciekawy bohater: po pierwsze dość często dostaje łomot. Przez cały serial miałam nieodparte wrażenie, że porwał się na coś o wiele większego od siebie – zamiast niepokonanego herosa mamy raczej Samsona, który chce się zmierzyć z Goliatem (i notorycznie obrywa). Po drugie wcale nie miałam poczucia, że ratuje swoje miasto wyłącznie ze szlachetnych pobudek – Matt to rasowy mściciel, który chciałby czynić dobro, ale żeby spełnić swoją misję musi również od czasu do czasu zrobić coś złego.

Z resztą Daredevil to nie tylko nieźle skonstruowany główny bohater – drugi plan również trzyma się mocno. Deborah Ann Woll jako Karen – sekretarka w kancelarii Matta i Foggy’ego skutecznie odcięła się od roli z True Blood, a przewidywałam, że będzie raczej jedną z wiecznych drugoplanowych postaci grających ciągle tę samą rolę. Genialny był Toby Leonard Moore jako Wesley – prawa ręka i przyjaciel Fiska.

Daredevil – w końcu ekranizacja komiksu – to serial który ma być przede wszystkim dobrą rozrywką. I pomimo mrocznej atmosfery (a może właśnie dzięki niej) spełnia swoje zadanie znakomicie. Z wielką chęcią poczekam na drugi sezon.

 

Daredevil - bohater serialu telewizji Netflix

Kadr z animacji otwierającej serial Daredevil

Kard z animacji serial Daredevil

Daredevil - kadr z czołówki

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.