Dlaczego właśnie Skandynawia? Bo jest zielono (jak nie jest biało), zimno (nie lubię upałów), pięknie i przyjemnie. No, i piszą niezłe kryminały – skandynawscy pisarze szturmem wkroczyli na kryminalną scenę i nadal nie chcą dać się z niej zepchnąć. Zważywszy na gęstość zaludnienia możemy spokojne założyć że co drugi nordyk ma już na koncie jakąś powieść kryminalną. Pewnie piszą je dlatego, że zima jest tak długa i ciężka że do głowy przychodzą tylko mordercze pomysły…

A co mnie najbardziej pociąga w skandynawskich kryminałach?

Tęsknota za naturą

Najważniejsza jest oczywiście fabuła, ale odpowiednia sceneria nie tylko pomaga historii, ale też może po części stać się bohaterem powieści. Zimne morze, skały, lasy i tony śniegu w małych mieścinach na odludziu to przecież idealna sceneria dla mrożących krew w żyłach historii. Ja, mieszczuch mogę wczytywać się w opisy skandynawskiej natury bez końca i chętnie przeniosłabym się w opisywane miejsca. Nawet jeśli wokół trup się ściele gęsto.

Kontrast stereotypów o spokojnej Skandynawii i strasznych zbrodnii

Czerwone domki, śmieszne jopa jopa języki, IKEA, renifery i mili ludzie w głupich swetrach którzy nazywają się Sven Eriksson albo Erik Svensson. Tak właśnie z grubsza wygląda Skanynawia. A tu nagle bum! Pani Martinsson zwisa z kościelnej wieży i jeszcze jej nogi obcięli. I wtedy człowiek sobie myśli, że skoro u nich takie rzeczy się dzieją, to w gruncie rzeczy w tej Polsce wcale nie jest tak źle.

Skandynawska obyczajowość

Wszyscy są mili, chociaż nie za bardzo lubią obcych. Tolerancyjni, chociaż prawie każdy Szwed miał przysłowiowego dziadka w wermachcie.  Jako społeczeństwo bardzo otwarci i chętnie przyjmujący przyjezdnych, ale jako sąsiedzi dość zdystansowani i raczej niełatwo nawiązujący przyjaźnie. To tutaj Brevik w swoim domku na odludziu mógł spokojnie planować ataki i gromadzić materiały wybuchowe. To tutaj załatwili premiera i nikt nie wie, kto to zrobił. I nadal nie nauczyli się zamykać na klucz drzwi do domu. Poza tym nikt z nikim nie gada a wszyscy wszystko wiedzą.

Częste retrospekcje

Nawiązania do przeszłości to bardzo częste zabiegi wykorzystywane w skandynawskich kryminałach. Przenoszą nas do innych – trochę tajemniczych czasów w których mieszkali twardzi ludzie północy którzy prawdopodobnie żywili się śniegiem i kamieniami. Czasów sprzed odkrycia, że Skandynawowie śpią na ropie naftowej która zmieniła twardych drwali – potomków jeszcze twardszych wikingów w chudych metroseksualnych blondasków w mokasynach i dziurawych dżinsach za miliony koron szwedzkich.

W retrospekcjach bohaterowie albo łowią ryby, albo łupią kamienie, albo marzną, albo mają coś wspólnego z Hitlerem lub tymi, co go nie lubią. Często też robią wszystko na raz – w przerwach między mordami. Z kryminałów dowiedziałam się o amerykańskich bazach wojskowych na Islandii, o tym, że nie wolno pytać Lapończyka ile ma reniferów i że król norweski nie ma szofera.

I najważniejsze: śnieg, tony śniegu którego w dobrym Skandynawskim kryminale nie może zabraknąć!

A na koniec niezbędnik każdego wikinga w szwedzkim supermarkecie :)

A na koniec niezbędnik każdego wikinga w szwedzkim supermarkecie :)