Książka “Hobbysta” to druga z trzech książek o sympatycznym gdańskim komisarzu Barnabie Uszkierze. Autorka kryminału – Agnieszka Pruska, opuszcza tym razem Trójmiasto i przenosi czytelników na Pojezierze Drawskie, do niewielkiego, ale zaskakująco niebezpiecznego Głęboczka.

Byłam bardzo ciekawa, jak rozwinie się ta seria, bo pierwsza część – “Literat” (recenzja TU), pomimo niedoskonałości stylistycznych i redaktorskich, była w swojej formie świeżą i przyjemną w czytaniu książką. Pani Agnieszka Pruska obrała drogę pisania kryminałów, których akcja skupia się na drobiazgowo prowadzonym śledztwie i konsekwentnie się tego trzyma.

Fabuła “Hobbysty” zaczyna się w malowniczym Głęboczku, gdzie ciekawscy synowie Barnaby Uszkiera, zainspirowani pewnie profesją swojego ojca i jego opowieściami – znajdują miejsce, które uznają za miejsce zbrodni. Jak to dzieciaki na wakacjach, rozpoczynają zabawę w śledztwo. Barnaba, gdy tylko dowiaduje się o wyczynach synów przyjeżdża na miejsce razem z technikami i faktycznie – okazuje się, że jest i trup. Szybko też wychodzi na jaw, że trup był za życia z zamiłowania wędkarzem.

Ekipa Barnaby Uszkiera bierze się więc za prowadzenie żmudnego śledztwa.

Wędkarze też mają swoje mroczne sekrety

Na początku śledztwo posuwa się bardzo powoli – autorka nie ułatwia zadania policjantom z Trójmiasta. Już samo ustalenie tożsamości denata okazuje się być skomplikowaną sprawą. Jak widać – nie wszyscy są łaskawi umierać z dowodem osobistym przy sobie.

Zaczyna się więc powolny proces przepytywania świadków, zbierania dowodów, snucia domysłów i budowania różnorakich scenariuszy zbrodni.

Już w pierwszej książce sensacyjne i dynamiczne sceny ustąpiły miejsca logicznym wywodom i szczegółowym opisem kolejnych działań policji. Z jednej strony bardzo mi się to podoba – bo wyróżnia te tytuły na tle innych kryminałów, z drugiej jednak w “Literacie” nieco łatwiej było mi się połapać we wszystkich wątkach i postaciach. Wśród drugoplanowych postaci mamy żonę, przyjaciół, ciotkę, wścibskiego sąsiada, policję z Głęboczka, żołnierzy z pobliskiej jednostki, grupę wędkarzy i jeszcze kilka innych osób. A do tego całkiem sporą grupę policjantów. Wiem, że w rzeczywistości jest podobnie, bo żyjemy w świecie ogromnej ilości międzyludzkich relacji. Uważam jednak, że najważniejsze zadanie kryminału to wciągnięcie czytelnika w niesamowitą historię. Z uwagi na dużą ilość pobocznych postaci i dość skromną ich charakterystykę nie poczułam, że mają one (poza Uszkierem i może żoną denata) jakąkolwiek osobowość.

Sam pomysł na kryminał oparty właśnie na dochodzeniu bardzo mi się podoba. Wreszcie mamy grupę policjantów, która myśli, wyciąga wnioski, snuje hipotezy i korzysta z całej gamy dostępnych metod. Czasem idą w dobrą stronę, czasem błądzą i są przy tym bardzo autentyczni. Ale pomimo tego, że nie muszę mieć w każdej powieści szalonych wyczynów i niesamowitych zwrotów akcji w “Hobbyście” zabrakło mi tego spektakularnego momentu zaraz przed zakończeniem. Czegoś, co spowodowałoby, że czytelnik weźmie głębszy oddech, pokręci z niedowierzaniem głową, czy z lekkim szaleństwem w oczach będzie szybko czytał ostatnie strony, żeby poznać zakończenie.

Tutaj właściwie od momentu wytypowania podejrzanego do jego ujęcia napięcie stacza się po równi pochyłej. W moim odczuciu druga część przygód komisarza  Uszkiera była ciekawsza w pierwszej połowie książki.

Ciekawym, ale niezakończonym wątkiem jest historia z domniemanym synem, o którym Barnaba Uszkier nie ma pojęcia. Na postaci tego miłego i porządnego policjanta pojawia się rysa – a w jego poukładany świat – wkrada się niepewność. Mam nadzieję, że w trzeciej – najnowszej książce wątek ten został pociągnięty i rozwinięty. Uważam Barnabę za jednego z sympatyczniejszych powieściowych policjantów i chętnie przeczytałabym książkę, która trochę bardziej skupiłaby się na jego charakterze.

Trochę przeszkadzał mi też fakt pewnej niedoskonałości korektorskiej i redaktorskiej i to, że w tekście można znaleźć zwyczajne błędy. Zdaję sobie sprawę, że autor nie jest w stanie wszystkiego wyłapać – ale dobra redakcja powinna. Nie przeszkadza to w czytaniu, ale trochę razi. Oficynka to nieduże wydawnictwo, które skupia się na pomorskich autorach, co jest świetne, w czasach ogólnego fastfoodowego podejścia do książek i drukowania na potęgę celebryckich poradników. Jednak i w małym wydawnictwie nie powinny przechodzić błędy, które widzi taki krecik jak ja.

Niebawem zabieram się za trzecią część, która niedawno ukazała się na rynku. Mam ochotę na trochę starego (konwencję “dochodzeniową”) i trochę nowego (może jednak jakieś małe trzęsienie ziemii?). Co będzie – zobaczymy.

Okładka książki "Hobbysta"