Blog o śmierci w popkulturze
Wokół książek

Ja, Piotr Rivière… czyli śmierć i musical

Mieszkam jakieś 100 metrów od wrocławskiego Capitolu. W myśl powiedzenia “szewc bez butów chodzi” udało mi się tam wybrać dopiero po roku od przeprowadzki w jego sąsiedztwo. Ponieważ ostatnio wszystkie moje decyzje związane z kulturą to staropolski midnfuck, nie inaczej było tym razem.

Cały tytuł spektaklu to “Ja, Piotr Rivière, skorom już zaszlachtował siekierom* swoją matkę, swojego ojca, siostry swoje, brata swojego i wszystkich sąsiadów swoich…”

Jak można się domyślać – wybrałam przedstawienie po tytule z nadzieją, że trup będzie słał się gęsto. I nie pomyliłam się. Jak tytuł wskazuje, Piotr wpadł w szał i pozbawił życia wszystkich których udało mu się spotkać na swojej drodze. Jak to się stało? Oto pytanie na które widzowie będą musieli znaleźć odpowiedź sami.

Już sam początek przedstawienia jest niestandardowy. Widzowie nie zasiadają na widowni czekając na podniesienie kurtyny, ale wchodzą na nią długim, ciemnym korytarzem. Na jego końcu czekają już aktorzy, którzy rozsadzają ich według własnego uznania – można dostać miejsce jako lekarz, świadek czy oskarżyciel. Ja zajęłam zaszczytne miejsce na cmentarzu.

Scena, jak w teatrze szeksprowskim jest otoczona widownią z czterech stron. Tylko że w “Ja, Piotr Rivière…” widownia JEST sceną. Aktorzy grają nie tylko w prostokątnej przestrzeni wytyczonej przez rzędy siedzeń, ale również pod siedzeniami, za nimi a nawet siadają na pustych miejscach na widowni. A widzowie zajmują miejsca przy stołach które stojąc na “scenie” są częścią scenografii. A scenografia – cała biała. Aktorzy pomalowani na biało, biała podłoga i sprzęty – stoły, ławki, drabiny, flaszki, wozy, miski, talerze, krzyże na cmentarzu, klatki, wanny, szafy wychodki, pralki, beczki i bóg wie, co jeszcze.

To biel scenografii (no i fakt, że aktorzy w pierwszej scenie leżą na stołach prosektoryjnych przykryci białym materiałem i nagle się podnoszą) mówi nam, że jesteśmy w zaświatach. I to właśnie sami zainteresowani będą starali się wyjaśnić dlaczego Piotr wpadł w szał i siekierą zaszlachtował czterdzieści dwie osoby.

Najpierw usłyszymy głosy sąsiadów i znajomych. Potem odbędzie się sąd nad rodziną Piotra. A potem głos zabierze sam Piotr. Znajdziemy się w małym, francuskim miasteczku pełnym plotek, pomówień, przemocy – tej domowej i tej całkiem jawnej. Miasteczku gdzie zawiść w stosunku do sąsiadów nie przeszkadza uważać się za religijnych. Gdzie wyśmiewanie się z kalek, niedorajd i łatwych dziewcząt jest na porządku dziennym. Gdzie przemoc domowa istnieje w myśl zasady “ja się nie wtrącam” a ksiądz raczej nie przypomina postawą Jezusa Chrystusa. To jest małe francuskie miasteczko Anuay w XIX wieku, ale tak naprawdę to każda miejscowość w każdym czasie. I w każdym kraju.

Agata Duda-Gracz stworzyła spektakl niewygodny, zgrzytliwy, taki po którym ma się wrażenie, że ktoś papierem ściernym przeszlifował ci mózg. Mało w nim klasycznego musicalu – muzyka i śpiew cały czas balansują na granicy prawie-fałszu, aktorzy niespokojnie kręcą się po scenie powodując uczucie nieustającego niepokoju.

Genialne role stworzyli Cezary Studniak i Justyna Szafran jako rodzicie Piotra – on naprawdę przerażający oprawca, ona – zastraszona ofiara przemocy domowej która potrafi znaleźć wytłumaczenie dla każdego z członków swojej dysfunkcyjnej rodziny. Piotr, grany przez Sambora Czarnotę wbrew pozorom schodzi nieco z pierwszego planu, bo też nie tylko on jest winny temu, co wydarzyło się w Anuay.

“Ja, Piotr Rivière” to przedstawienie które na pewno długo pozostanie w mojej pamięci właśnie dlatego, że nie jest ani melodyjne, ani ładne. Jest mocne, chwilami szokujące, boleśnie krytyczne w stosunku do ludzi (wszystkich) i niewygodne. To przerażający dance macabre i do tego w domu wariatów. Jeśli chcecie się na wesoło rozerwać w piątkowy wieczór – odradzam. Jeśli poszukujecie czegoś więcej niż ładnych obrazków – gorąco polecam.

teatrcapitol-wroclaw-japiotr-greg_noo-wak_39 teatrcapitol-wroclaw-japiotr-greg_noo-wak_49 teatrcapitol-wroclaw-japiotr-greg_noo-wak_58 teatrcapitol-wroclaw-japiotr-greg_noo-wak_64

*błąd w słowie “siekierom” jest celowy i zamierzony
** ponieważ w czasie spektaklu nie można robić zdjęć ani nagrywać zdjęcia użyte we wpisie pochodzą ze strony internetowej Capitolu: www.teatr-capitol.pl/pl/japiotr

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.