Blog o śmierci w popkulturze
Kryminały

Jezioro pełne łez – kryminalne Mazury

Jezioro pełne łez - recenzja kryminału

Książka Wojciecha Wójcika “Jezioro pełne łez” uderza w sentymentalną nutę.

Jako dziecko wychowujące się w cudownych i nieco dzikich latach dziewięćdziesiątych, pamiętam dobrze wakacje w ośrodkach wypoczynkowych. Drewniane domki o specyficznym zapachu, chodzenie na posiłki do wspólnej stołówki, kolonijne dyskoteki w świetlicy, pływanie kajakiem po jeziorze.  Wiele osób z mojego pokolenia ma pewnie podobne wspomnienia z dzieciństwa. Nie wiem, ile takich miejsc ostało się do dzisiejszych czasów, ale właśnie w takim (nieco zapomnianym przez współczesność) ośrodku, gdzieś w sercu Mazur dzieje się akcja powieści “Jezioro pełne łez”.

Niech was nie zmyli ckliwy tytuł – “Jezioro pełne łez” to kryminał z wartką akcją i całą plejadą wyrazistych postaci

Marcin – tak zwany kaowiec we wspomnianym już wcześniej ośrodku “Rybitwa” wplątuje się w serię niefortunnych zdarzeń zapoczątkowanych zaginięciem jednego z wczasowiczów.

Problemem jest to, że Marcin odsiedział pięcioletni wyrok za pobicie ze skutkiem śmiertelnym – stanął w obronie swojej bratowej – a teraz ktoś ewidentnie próbuje go wrobić w kolejną zbrodnię. Jako recydywista jest oczywistym podejrzanym, więc dla swojego własnego dobra postanawia rozwiązać tę sprawę na własną rękę.  Tymczasem w “Rybitwie” dzieją się kolejne dziwne rzeczy – giną łódki, ktoś włamuje się do archiwum ośrodka, a ludzie otaczający Marcina zachowują się co najmniej dziwacznie.

Szybko zaczęłam głównego bohatera darzyć sympatią – chociaż to recydywista, działał przecież ze szlachetnych pobudek.  Kolejne kłopoty dopadają go w miejscu które miało zapewnić mu nudną pracę i święty spokój.

Pomaga mu młoda policjantka Karolina, ale sprawy zamiast wyjaśniać się, przybierają coraz to dziwniejszy obrót.  Wątki i postacie mnożą się i krzyżują ze sobą.

Okazuje się, że w Mogielnie – sennym mazurskim miasteczku – z pozoru zwykli ludzie skrywają dziwne tajemnice. Każdy coś wie, a z tej układanki wyłania się zaskakujące zakończenie splatające ze sobą wszystkie wątki. To właśnie korowód postaci które pojawiają się w tej opowieści jest jej mocną stroną. W kilku zdaniach stworzyć wiarygodną postać to sztuka, a brak wiarygodnych bohaterów może położyć najlepszą nawet fabułę.

W “Jeziorze pełnym łez” autorowi udało się zgrabne połączenie wszystkich historii i postaci, których jest naprawdę sporo, oraz stworzenie takiej fabuły, że do samego niemal końca czytelnik zastanawia się dokąd zaprowadzi go ta historia. Czytałam “Jezioro pełne łez” siorbiąc szybko kawę w czasie krótkich drzemek mojej córki, o trzeciej rano podczas karmienia piersią, po dwie strony przed pójściem spać – byle tylko dowiedzieć się, jak skończy się ta historia. I niech to będzie najlepszą dla tej książki rekomendacją.

Jezioro Pełne Łez

Kryminalne Mazury znajdziecie również w kultowej już  książce Zygmunta Miłoszewskiego “Gniew”.
Zapraszam też na mojego facebooka i instagram!

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.