“Kobieta znikąd” to chyba pierwsza amerykańska książka, która znalazła się na blogu.

Niezbyt często sięgam po amerykańskie kryminały czy thrillery, nie przepadam za uwielbianym przez wielu Stephenem Kingiem i ogólnie wydaje mi się, że amerykańscy pisarze często popadają w przesadę. Dlatego po “Kobietę znikąd” Mary Kubicy chwyciłam z nutką obawy, ale też ciekawości co z tej książki wyniknie.

Początek jest intrygujący – Eshter, współlokatorka Queen nagle znika z ich wspólnego mieszkania w Chicago. Wygląda na to, że jakimś sposobem wyszła przez okno na schody pożarowe  i rozpłynęła się na dobre. Queen na początku nie przejmuje się tym za bardzo, ale przedłużająca się nieobecność współlokatorki zaczyna ją niepokoić. W poszukiwania angażuje Bena – kolegę z pracy, który zna również Eshter.

Tymczasem w niewielkim miasteczku nad jeziorem Michigan pojawia się nieznana nikomu dziewczyna. Alex – chłopak pracujący w lokalnej jadłodajni przygląda się jej gdy ta regularnie pojawia się w lokalu. Z czasem okazuje się, że dziewczyna zatrzymała się w domu stojącym na przeciwko domu Alexa. Domu, który jak głosi legenda – jest nawiedzony.

Czy dziewczyna którą Alex w myślach nazywa Perłą i Eshter to ta sama osoba? Dlaczego obie te historie rozgrywają się jednocześnie?

Są takie książki, które bardziej nadają się na scenariusz filmowy niż na książkę.

“Kobieta znikąd” jest dobrym na to przykładem. W historii, która jest dość intrygująca za dużo było dla mnie nie do końca logicznych działań bohaterów. Weźmy na przykład Queen, która z jednej strony opisuje Eshter jako “świętą” a z drugiej przez kilka dni nie robi niemal nic, żeby ją odnaleźć gdy ta znika i nie zabiera ze sobą nawet telefonu komórkowego. Szukanie przyjaciółki traktuje jako pretekst do randkowania z Benem, a jej zachowaniu paniki, czy chociaż niepokoju.

W filmie który trwa półtorej godziny być może przeszłoby to niezauważone przez widza. Kilkugodzinne wczytywanie się w rozmyślania Queen prowadzą raczej do wniosku że nieszczególnie się tym wszystkim z początku przejmuje.

Alexowi bezsensowne zachowanie można wybaczyć jakoś łatwiej. Jest tylko dziewiętnastolatkiem i to takim, który poświęcił studia żeby zająć się zapijaczonym ojcem. Inteligentny nastolatek pracujący poniżej swoich intelektualnych możliwości zaczyna najpierw śledzić tajemniczą dziewczynę a później jej pomagać. Jednocześnie próbuje dowiedzieć się, jaką tajemnicę kryje dziewczyna, którą nazywa “Perłą”.

To, co przeszkadzało mi najbardziej to płaskie postaci i ich otoczenie. Bohaterowie nie wywołują w czytelniku większych emocji. Najbardziej intrygująca jest nieobecna Eshter. Pozostali ani nie irytują, ani nie budzą sympatii.

Mary Kubica to bez wątpienia autorka z pomysłem na fabułę, która potrafi zaskoczyć. Największe sukcesy odniosła w swoim rodzinnym kraju i nic dziwnego, bo w moim odczuciu jest bardzo amerykańska. Tak jak hollywoodzkie produkcje – dobrze się ogląda, ale momentami w działaniach bohaterów brakuje logiki.

Zdecydowanie bardziej polecam miłośnikom książek obyczajowych z dreszczykiem niż rasowym fanom kryminałów.


Jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam na mój facebook i instagram.