Minimalizm to filozofia, która stała się odpowiedzią na świat w którym każdy może się obkupić do rozpęku. Świat, w którym rodzinki spędzające niedziele w galeriach handlowych krytykowane są przez tych, których kurier odwiedza kilka razy w tygodniu z przesyłkami zamówionymi przez internet.

Znam przypadek osoby, która co niedzielę jeździ na jedno z wrocławskich targowisk, żeby “coś sobie kupić” – bluzeczkę, ściereczkę, zegarek, ramkę. Nie ważne co – ważne, żeby ceremonia kupowania została odprawiona. Na drugim zaś końcu mamy ludzi którzy dążą do tego, żeby posiadać nie więcej niż 50 osobistych przedmiotów. Ale czy w rzeczywistości chodzi o to, żeby wszystko wyrzucić, bo to uczyni nas szczęśliwszym?

 

Książki a minimalizm

fot: www.kaboompics.com

Myślę, że chodzi o świadomość celowości posiadania otaczających nas przedmiotów.

Tego, żeby wokół nas znajdowały się rzeczy z których korzystamy, lub takie do których mamy naprawdę sentymentalny stosunek i na które z przyjemnością patrzymy (według zasady 3P = pożyteczne, piękne, pamiątkowe). Gdy zdasz sobie sprawę z tego, które z posiadanych przez Ciebie rzeczy są ci naprawdę potrzebne, wtedy wyeliminowanie pozostałych przyjdzie bez trudu.
Chodzi o to, żeby nie zaśmiecić sobie życia, głowy i mieszkania niepotrzebnymi rzeczami. To rodzi kolejne pytanie:

Czy mol książkowy może być minimalistą?

Myślę że tak, chociaż ja nie jestem. Ale od pewnego czasu staram się kształtować mój zbiór książek tak, żeby nie był jak największy, tylko wartościowy. Mam nadzieję, że dojdę do momentu w którym nie będę brała w rękę książek z półki i zastanawiała się, co do cholery ta dziwna pozycja tutaj robi i co miałam w głowie kiedy ją kupiłam. Warto więc zastanowić się które książki naprawdę chcemy mieć na półce, a które można pożyczyć czy kupić na czytnik:

  • Kupowanie książek
    Staram się kupować tylko takie książki, które naprawdę chce mieć – ulubionych pisarzy, ciekawe pozycje do których będę wracać. W tej kategorii mieszczą się też książki kucharskie i związane ze sztuką/projektowaniem oraz przewodniki, bo lubię mieć na własność.
  • Wypożyczanie z biblioteki / od znajomych
    Wszystko to, o czym wiem że przeczytam tylko raz – w tym część kryminałów, których publikuje się tak dużo, że próba stworzenia jakiejś sensownej kolekcji wymagałaby ogromnych nakładów finansowych i sporej ilości miejsca. Poza tym nie wszystko, po co mam ochotę sięgnąć okazuje się tego warte – w tym przypadku po prostu mogę oddać książkę bez poczucia, że niepotrzebnie wydałam  pieniądze. Biblioteka to też miejsce w którym można sięgnąć po branżowe książki które są dość drogie, a mnie interesuje w nich np. tylko jeden rozdział.
  • Książki na czytniku
    Idealne rozwiązanie jeśli ktoś chce czytać w obcych językach – korzysta z tego często mój mąż, bo książki po hiszpańsku są we Wrocławiu przynajmniej dwukrotnie droższe niż polskie, a oferta jest ograniczona. Na Kindle trafiają też książki zabierane w podróż, darmowe e-booki które mnie interesują a czasem można je ściągnąć w ramach promocji różnych sklepów i nowości które koniecznie muszę JUŻ przeczytać, ciężko je znaleźć w bibliotece a nie wydają mi się na tyle interesujące żeby je kupować w wersji papierowej.

W wersji ekstremalnej można oczywiście wszystkie książki zeskanować i korzystać jedynie z czytnika lub biblioteki, ale ja nie wyobrażam sobie, żeby w moim domu nie było książek. Z drugiej strony kiedyś kupowałam wszystko jak leci, żeby mieć – a dzisiaj myślę o pozbyciu się kilku nietrafionych zakupów.

I tutaj dochodzę do minimalizmu – a może raczej do adekwadyzmu czyli stanu, w którym będę mieć w domu tylko książki przydatne, piękne i pamiątkowe!