Oj, wiosna nadchodzi a z nią dotarło do mnie sporo wydawniczych nowości. Po kolei wszystkie czytam i recenzuję, także w  najbliższym czasie możecie spodziewać się wielu kryminalnych nowości.

Maestro to książka mojego kolegi, można powiedzieć, po fachu – Geira Tangena

Geir Tangen jest autorem bardzo poczytnego bloga o kryminałach i thrillerach. Jego pasja doprowadziła go do momentu, w którym postanowił sam napisać powieść kryminalną. Została ona doceniona w Norwegii a prawa sprzedane do piętnastu kolejnych krajów. Mnie samą “Maestro” pozostawił z nieco mieszanymi uczuciami i pytaniem czy dobry krytyk od razu musi być dobrym pisarzem?

Przejdźmy więc do samej książki: Głównym bohaterem książki jest mieszkający w Norweskim Hagesund Islandczyk Viljar Ravn Gudmundsson. Kiedyś gwiazda dziennikarstwa, dzisiaj człowiek po przejściach. Viljar oprócz pisania żałosnych artykułów w tabloidowym stylu spędza czas na piciu i niezbyt udanych próbach pozbycia się napadów paniki. Od początku czytelnik wie, że w jego przeszłości wydarzyło się coś, co będzie później miało wpływ na rozwiązanie kryminalnej łamigłówki. I że nasz bohater w jakiś sposób musi być powiązany z serią morderstw.

Wybierając klucz według którego dokonywane są morderstwa autor puszcza do czytelnika oczko. Przy trzecim morderstwie okazuje się, że zabójca inspirował się scenami z kryminałów i zostawiał w mailach do Viljara kod, dzięki któremu można było zidentyfikować jak zginie kolejna ofiara. Niestety, nie przybliżyło to policji do odgadnięcia, kto nią będzie.

Nasz “Maestro” chce bić mistrzem ceremonii czy dyrygentem, który wyprzedza innych o krok i kontroluje wszystko, co dzieje się wokół jego “dzieła”. I trzeba przyznać, że idzie mu to naprawdę dobrze.

To jedna z niewielu książek, gdzie tak dużo uwagi zostaje poświęcona nie tylko postaci śledczych, ale też mordercy.

Część rozdziałów napisana jest z jego perspektywy i jego słowami. Poznajemy jego motywację, ale też poniekąd to, co zamierza zrobić i jak widzi toczące się wydarzenia. To bardzo ciekawy i odświeżający zabieg.

Mamy też udane drugoplanowe postaci – głównie z kręgu dziennikarzy i policjantów. I jak to często w w skandynawskich książkach bywa mamy też wątek z przeszłości o zabarwieniu społeczno-światopoglądowym. W tym przypadku mowa o homoseksualizmie w przestrzeni publicznej, ale też jak najbardziej osobistej.

Dużym plusem “Maestra” jest jego nieprzewidywalność – nieczęsto zdarza się, że giną postaci które typujemy jako jedne z najważniejszych w powieści. W końcowej część książki też jest sporo zaskakujących zwrotów akcji, które powodują, że naprawdę do samego końca czujemy, że wszystko się może wydarzyć.

Trudno mi przyczepić się czegoś konkretnego, ale ten kryminał miał jeden minus. Nie miałam mianowicie problemu z odłożeniem go na dziesięć stron przed końcem i dokończenie następnego dnia. Zazwyczaj te ostatnie strony chcę przeczytać jednym tchem, byleby tylko poznać zakończenie. Nie wiem, może zabrakło jakiegoś napięcia?

Analizując wszystkie aspekty po kolei końcowa ocena tej książki powinna być bardzo entuzjastyczna, bo trudno mi tu znaleźć jakiś widoczny na pierwszy rzut oka defekt.  “Maestro” pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Widocznie mistrzowi potrzeba jeszcze trochę poćwiczyć.


Jeśli lubicie norweskie klimaty, zachęcam do przeczytania recenzji książki Jo Nesbø – Pierwszy Śnieg. Na blogu znajdziecie też wpis na temat doskonałym reportażu o tym, co stało się podczas zamachu na wyspie Utoya