Blog o śmierci w popkulturze
Seriale

Nie można umrzeć w Fortitude

Fortitude - recenzja serialu

Fortitude to mała, pozornie spokojna społeczność. Miejsce w którym wszyscy się znają i przez to z założenia powinno być tam wręcz sielankowo. Jeśli takie miejsce to akcja jakiegokolwiek serialu to wiedzcie, że coś się dzieje. Na pewno nie będzie tam ani sielankowo, ani bezpiecznie. A każdy z mieszkańców tej pozornie przyjemniej okolicy z pewnością skrywać będzie jakąś tajemnicę.

Fortitude leży na wyspie. Mieszka tam dokładnie 713 osób – w filmie nie pada nazwa wyspy, ale można śmiało przypuszczać że twórcy inspirowali się Spitsbergenem – wyspą na północ od kontynentalnej Norwegii. Nagle tę mroźną, ale spokojną miejscowością wstrząsają dwie tragedie – stary fotograf, Henry nie mogąc już uratować człowieka zaatakowanego przez niedźwiedzia polarnego, w odruchu litości strzela do niego. Zostaje już tylko 712 mieszkańców.

Serial kryminalny Fortitude

Fortitude - serial kryminalny

W międzyczasie dwójka dzieci znajduje dziwne truchło na lodowcu i pokazują to ojcu, a ten, razem z przyjacielem ukrywają je. Przyjaciel ów, rządny szybkiego zarobku bierze fragment zmarzliny i zanosi go oszacowania jego wartości naukowcowi, który prowadzi badania w tej niegościnnej, lodowej krainie. Niedługo potem naukowiec ginie w dość ponurych okolicznościach – ktoś po prostu dźga go nożem i rozpruwa mu brzuch.

Do ciekawskich uszu lokalnej społeczności dociera, że naukowiec ów wiedział o jakimś niesamowitym znalezisku, które miało miejsce w okolicach lodowca i zapowiedział że nie wyda pozwolenia na budowę lodowego hotelu który jest wielkim marzeniem gubernatora wyspy i który ma jej zapewnić świetlaną przyszłość i przyciągnąć inwestorów. Na temat samego znaleziska nikt z wtajemniczonych nie puszcza pary z ust, zdając sobie sprawę jaką wartość może ono mieć i jak bardzo wpłynąć na tę małą i spokojną osadę.

Śledztwo prowadzi dość szorstki w obyciu komisarz Dan (Richard Dormer – Gra o Tron), gdy nagle ze stałego lądu przysyłają mu detektywa Eugene Mortona (Stanley Tucci – m.in Igrzyska Śmierci, ale mnie przypominał mojego nauczyciela hiszpańskiego :), co Danowi, który do tej pory był najwyższą policyjną instancją na wyspie – nie za bardzo się podoba.

Ale jak tu prowadzić śledztwo w miejscu gdzie wszyscy się znają, każdy ma jakieś powiązania z każdym i nikt (włączając w to policję) nie jest kryształowo czysty? Wszyscy mówią tylko półprawdy i nikt się nie pali do tego, żeby pracować z policjantem z zewnątrz.

Zimowe krajobrazy są równe chłodne jak atmosfera serialu – od początku oglądania nie mamy tutaj swojego ulubieńca – głównego bohatera z którym możemy się identyfikować. Ciągle odnosiłam wrażenie, że każdy z mieszkańców coś ma na sumieniu, coś kręci.  “Tutaj każdy od czegoś ucieka” – pada w którymś momencie z ekranu.

Fortitude - angielski serial kryminalny

Fortitude to nie jest serial z galopującą akcją – to raczej powoli rozwijająca się historia – ta teraźniejsza, ale też retrospektywy które pokazują nam często tę samą sytuację z różnych perspektyw. Mroźna, śnieżna atmosfera osady zapiera dech w piersi i jednocześnie ciągle przypomina nam, że nie można stamtąd uciec w mroźną pustkę. Że poza Fortitude nie ma możliwości przetrwania a mieszkańcy – skazani właściwie sami na siebie muszą nauczyć się rozwiązywać wszystko w swoim gronie. To miejsce w którym gubernator jest równocześnie adwokatem i oskarżycielem, gdzie sprawiedliwość jest w garści grupki osób których za działanie na granicy prawa nikt nie rozliczy. Miejsce w którym z obawy na niedźwiedzie nikt nie oddala się od domu bez strzelby – nawet dzieci. I miejsce w którym nie można umrzeć – bo we wiecznej zmarzlinie nic nie zamarza i z obawy przed epidemią na wyspie nie ma cmentarzy.

Nie będzie przesadą, jeśli napiszę że Fortitude to jeden z lepszych seriali które udało mi się obejrzeć w 2015 roku. To serial który ma wszystko, co lubię: śnieżny krajobraz, wyrazistych i ludzkich bohaterów i mroczną tajemnicę która wpływa na życie małej, zamkniętej społeczności. Spodoba się fanom skandynawskich kryminałów – chociaż to produkcja brytyjska i na dodatek kręcona na Islandii. I spodoba się fanom… Z Archiwum X! Do których – pora czas się przyznać po latach – chyba sama należę.


 

Dziękuję za odwiedziny!
Jeśli interesują cię skandynawskie seriale (lub inne, w podobnym klimacie) – będzie ich więcej! Polub mój fanpage na facebookulub obserwuj mnie na Instagramie.

Article written by:

Amatorka kryminałów - tych na papierze i tych na ekranie. Niekoniecznie tych z hollywoodzkich ekranów i promocji w księgarniach. Lubię skandynawskie krajobrazy, rower i meksykańskie jedzenie.