Są takie książki, które wydają się doskonałe do tego, żeby je zekranizować. “Ostatni policjant” to właśnie taka historia, która jako kryminał nie jest zła, ale jako fabuła filmu byłaby jeszcze lepsza.

“Ostatni policjant” to chyba pierwszy preapokaliptyczny kryminał jaki dane mi było czytać.

“Ostatni policjant” to książka osadzona w alternatywnej rzeczywistości, w której za pół roku w Ziemię uderzy kometa powodująca najprawdopodobniej zagładę większej części (lub całej) ludzkości. W obliczu totalnej zagłady ludzie zwracają się ku Bogu, popadają w depresje, biorą narkotyki, rzucają pracę żeby spełnić swoje marzenia lub popełniają samobójstwa.

I właśnie do takiego samobójstwa zostaje wezwany detektyw Henry Palace – chyba ostatni na świecie człowiek, który do końca postanowił dobrze wykonywać swoją pracę. Henry to młody, świeżo awansowany śledczy, który widząc samobójcę ma niejasne przeczucie, że facet jednak został zamordowany. Problemem jest to, że nikogo nie interesuje, co ma do powiedzenia Henry. Komputery nie działają, internet padł lub ledwo zipie, telefony to przywilej, większość osób przestała przychodzić do pracy. Samobójców jest tylu, że jeden denat mniej lub więcej nie robi już nikomu różnicy.

Opowieść Bena H. Wintersa jest osadzona w rzeczywistości, w której nie ma nadziei.

Autor nie pozostawia nam żadnych wątpliwości – w końcu wszyscy zginą. Tym bardziej upór i konsekwencja Henry’ego – ostatniego sprawiedliwego w prowincjonalnym amerykańskim miasteczku Concord – robi wrażenie.

Jest to książka, która klimatem wpisuje się nieco w postapokaliptyczny klimat, chociaż jesteśmy jeszcze przecież przed końcem świata. Opuszczone miasta, ludzie którzy stracili wszelką nadzieję i robią szalone rzeczy, panoszące się wszędzie bezprawie. Przeniesienie tego na ekran dałoby wspaniały wizualny efekt, bo klimat książki naprawdę robi wrażenie.

I to właśnie atmosfera i główny bohater Henry są najjaśniejszymi stronami tej książki. Henry’ego bardzo łatwo polubić – niczym sprawiedliwy szeryf na dzikim zachodzie próbuje zachować resztki starego porządku w walącym się świecie. Jest konsekwentny, uczciwy i wieży w to, co robi. Henry jest dokładnie tym, kogo potrzebujemy w beznadziejnych czasach.

Fabuła nie jest zła, natomiast akcja rozkręca się bardzo, ale to bardzo powoli

Warto dobrnąć do przełomowego momentu, chociaż zwrot akcji następuje chyba dopiero po przeczytaniu trzech czwartych powieści. W którymś momencie byłam bliska odłożenia książki, bo już nie mogłam się doczekać jakiegoś przełomowego dla fabuły wydarzenia. Mamy tutaj mieszankę narkotykowych historii, przestępstw gospodarczych i teorii spiskowych. Pojawiają się dziwne ruchy religijne, ludzie robią wszystko, żeby zdobyć broń. Słowem – wszystkie amerykańskie strachy wypływają na wierzch gdy trzeba stawić czoła nadchodzącej zagładzie. Toporna atmosfera i położenie ciężaru na międzyludzkie relacje w obliczu nieuchronnej katastrofy, to mocne punkty tej opowieści.

“Ostatni policjant” to pierwsza z trzech części opowieści o Henrym Palace. Fani książek ze smaczkiem si-fy, wizji alternatywnych, ale możliwych światów i nieśpiesznej narracji będą nią bardzo usatysfakcjonowani. Jeśli najważniejsza zaś jest sama zagadka kryminalna, to myślę że po lekturze “Ostatniego policjanta” możecie poczuć lekki niedosyt.

Okładka książki "Ostatni policjant"

Jeśli lubicie mroczne klimaty zapraszam do postu o moich ulubionych post apokaliptycznych filmach.