W Polsce źle się dzieje.

Minister środowiska zezwala na zwyczajną rzeź drzew, myśliwi strzelają do psów, koni i ludzi i nie ponoszą za swoje karygodne zachowania żadnych konsekwencji, kobietom wmawia się, że walka o ich prawa to zwykła fanaberia spowodowana najpewniej przedawkowaniem tabletek antykoncepcyjnych. Moja teoria, że nie liczy się twoje zdanie jeśli nie jesteś białym katolickim mężczyzną staje się, niestety, coraz bardziej prawdziwa.

Film Agnieszki Holland “Pokot” chyba nie mógł pojawić się w lepszym momencie. Jest tak naprawdę bardzo smutnym komentarzem naszej rzeczywistości.

Bohaterką filmu jest Janina Duszejko – emerytowana pani inżynier, dorabiająca jako nauczycielka angielskiego. Miłośniczka zwierząt.  Duszejko mieszka na odludziu gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej. Jest dość ekscentryczna i niestrudzenie walczy z miejscową kliką myśliwych. Jest nieustępliwa do tego stopnia, że ludzie zaczynają ją uważać za wariatkę. Co z tego, że konsekwentnie pisze ona donosy i dokumentuje kłusownictwo i bestialstwo, skoro myśliwi-kolesie to komendant policji, ksiądz, wójt i lokalny biznesmen, którzy robią, co chcą.

I chociaż pierwowzór filmu – książka “Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk została napisana 8 lat temu, problemy w niej poruszone nigdy nie wydawały się bardziej realne niż dzisiaj.

Reżyserka portretuje polską prowincję w brutalny sposób – liczą się ci, którzy mają układy i pieniądze.

Można bić żonę, kraść, znęcać się nad zwierzętami a słowa “czyńcie sobie ziemię poddaną” rozumieć jako branie z niej wszystkiego. Bez pytania i garściami.

Duszejko w starciu z lokalnymi watażkami nie ma żadnych szans. Należy do innej kategorii ludzi – tych, których nikt nie słucha i z którymi nie trzeba się liczyć. Jej przyjaciele to zastraszona przez biznesmena sprzedawczyni, która stara się o opiekę nad bratem, Dyzio – informatyk z epilepsją i Matoga – miły, ale ekscentryczny nieco sąsiad.

I wszystko toczy się swoim rytmem do momentu, kiedy kolejni członkowie klubu miłośników polowań nie zaczynają ginąć w dziwnych okolicznościach…

Umiejscowienie filmu sprawia, że Kotlina Kłodzka staje się poniekąd kolejnym bohater filmu.

Malowniczo położony dom Duszejko, przepiękne wschody i zachody słońca i śnieżna zima wprowadzają nostalgiczny, a zarazem niepozbawiony napięcia nastrój. Zdjęcia Jolanty Dylewskiej i Rafała Paradowskiego naprawdę zapierają dech w piersiach.

Każdy,  kto wychował się we Wrocławiu zna te miejsca – Kłodzko, Nową Rudę, Bystrzycę i inne senne i trochę zapominanie przez Boga miasteczka. To okolice w które wyjeżdżałam jako dziecko z rodzicami, a jako dorosła osoba z przyjaciółmi. Trudno mi było nie wracać wspomnieniami do tych miejsc podczas projekcji filmu, co oczywiście sprawiło, że odebrałam “Pokot” bardzo osobiście.

Agnieszka Mandat – odtwórczyni roli Janiny Duszejko wypadła świetnie. Dobrze było zobaczyć na ekranie jakąś nieograną, świeżą twarz. Ucieszył mnie też widok dawno niewidzianego Wiktora Zborowskiego, który do roli Matogi został dobrany wprost idealnie. Trzecim, moim zdaniem, strzałem w dziesiątkę była rola Jakuba Gierszała – Dyzia, który wniósł dużo światła do tej ponurej opowieści. Postaci wykreowane w filmie wszystkie są ciut przesadzone – reżyserka celowo podkreślała ich najważniejsze cechy i przywary. Nie zabrakło w niej kilku wesołych scen, ale niestety – ukazana w filmie rzeczywistość nie jest optymistyczna.

Na drugim planie znalazły się znane twarze – Szyc, Grabowski, Bosak i Kot. Rola Borysa Szyca wydała mi się najciekawsza, bo jakoś niepodobna do samego aktora – nie miałam wrażenia, że oglądam Borysa Szyca, tylko Jarosława Wnętrzaka. Pozostali w moim odczuciu byli po prostu podobni do samych siebie w rzeczywistości.

“Pokot” to film, który był nam  niewątpliwie potrzebny, chociaż trudno uwierzyć, że mogłoby w tej chwili powstać jakiekolwiek dzieło, które zmieniłoby podejście naszych władz do spraw zwierząt, kobiet czy przyrody.

Trudno mi tutaj o zdecydowaną krytykę, bo poglądy zarówno Agnieszki Holland jak i Olgi Tokarczuk są mi bliskie. Uważam, że takie głosy są potrzebne, nawet jeśli dzisiaj czy jutro nasza rzeczywistość się nie zmieni. Należy o tym mówić dopóki ogarnięci chęcią zabijania myśliwi będą grasować po polskich lasach. Bo głęboko wierzę, że kiedyś sytuacja się odwróci i ktoś w końcu zacznie słuchać kobiet, zwierząt i starych ludzi.

 

Podoba Ci się mój blog?
Polub mój fanpage na facebooku!