“Połów” to książka o której pisanie sprawiło mi sporą przyjemność. Po pierwsze – kocham skandynawskie kryminały. Po drugie – jej autor – Ove Løgmansbø jest w połowie Polakiem a w połowie Farerem. Wreszcie mamy jakiegoś przedstawiciela wśród skandynawskich pisarzy kryminalnych. No, mamy połowę. I mamy “Połów”.

Gdybyście nie wiedzieli – mieszkańców Wysp Owczych nazywamy Farerami.

“Połów” to druga książka tego pisarza wydana w Polsce. Szczerze żałuję, że nie przeczytałam wcześniej pierwszej części, bo nawiązania do niej w “Połowie” zdradzają dość dużo szczegółów i niestety – zakończenie.

Akcja książki toczy się na Wyspach Owczych – niewielkim archipelagu położonym pomiędzy Norwegią a Islandią. To tutaj corocznie odbywa się grindadrap – tradycyjny, krwawy połów grindwali. Na pewno znane są Wam z mediów obrazy rzezi tych ssaków, w trakcie której woda w zatoce zmienia kolor na czerwony. To właśnie w trakcie grindadrapu Farerzy znajdują w żołądku jednego ze zwierząt kawałek czaszki.

Do rozwiązania śledztwa na wyspy zostaje ściągnięta Katrine Ellegard – sympatyczna i nieustępliwa policjantka z Kopenhagi. W towarzystwie dość sztywnej (!) pani patolog Fridy Skovmand tworzą naprawdę udany duet. Niestety, Fridę szybko zastępuje znany czytelnikom z pierwszej części Hallbjørn, którego stosunki z Kartiną można by określić zwrotem “to skomplikowane”. Osobiście wolałabym kobiecy tandem, bo takich jest niewiele w kryminałach, a postać Fridy polubiłam podwójnie, bo uwielbiam postacie kobiet-naukowców i uważam, że powinno być ich jak najwięcej.

W “Połowie” autor wykorzystał znany wszystkim motyw małej i zamkniętej na obcych społeczności, która stara się swoje trupy trzymać w dobrze zabezpieczonej szafie. Zwłaszcza gdy do tej szafy chce się dobrać Duńczyk – odwieczny wróg i ciemiężca Farera.

Wyspy Owcze są doskonałą scenerią dla kryminału – niewiele ludzi, ogromne przestrzenie, pogoda która dyktuje warunki. Skandynawów postrzegamy jako ludzi twardych, zamkniętych w sobie, znających trudy życia i oddanych swojej społeczności. Mieszkańcy Farojów to Skandynawowie do kwadratu.

Nie chciałabym zbyt dużo pisać o fabule książki, żeby nie zdradzić za dużo nie tylko z “Połowu” ale też wcześniejszej “Enklawy”, bo to zepsułoby Wam radość czytania.

Podobało mi się to, że bohaterowie tej książki są bardzo ludzcy i nie zawsze konsekwentni w swoich wyborach: ktoś żywi ciepłe uczucia dla obiektywie złego kryminalisty. Córka kochająca ojca nagle bez powodu nie chce go znać. Inteligenta osoba ucieka w pracę przed chorobą zamiast poddać się leczeniu. Dużo tutaj małych historii, dramatów opisanych często kilkoma tylko zdaniami.

Ove Løgmansbø napisał książkę wyważoną, bez niepotrzebnych fajerwerków i efektownych scen. Bez budowania bardzo gęstej atmosfery i przesadnego popadania w mroczny, skandynawski klimat. Ale jednocześnie jest to opowieść wciągająca, taka po którą będziecie sięgać aż nie dowiecie się prawdy. Która na końcu wcale nie będzie taka oczywista.

Wyspy Owcze - książka "Połów"

P.S.
Książkę “Połów” otrzymałam od Wydawnictwa Dolnośląskiego, którego publikacje kryminalne na pewno dobrze znacie.
Krew na Śniegu to jeszcze jedna z propozycji tego wydawnictwa, którą z kolei zakupiłam samodzielnie, ale bardzo polecam.

Jeśli interesujesz się kryminałami zapraszam do polubienia mojej stroni na Facebooku i podążania za mną na Instagramie.