Kupując książkę “Zaginione” złamałam dwie zasady które stosuje od jakiegoś czasu. Po pierwsze książka była w empikowej promocji. A wiadomo – jak coś jest zbyt długo w promocji, to znaczy, że z jakiegoś powodu nie chce się sprzedać. A po drugie musiałam kupić jakąś książkę, bo była super zniżka na karcie. Był to więc zakup nieprzemyślany i niepewny. I jak się okazało – bardzo udany.

Zaginione to debiutancki kryminał Lone Theils – dziennikarki duńskiego “Politiken” na co dzień mieszkającej w Londynie.

Swoje codzienne środowisko autorka zamieniła w książkowe miejsce akcji. Główna bohaterka – Nora Sand, również jest londyńską korespondentką duńskiej gazety, a akcja książki toczy się zarówno w Danii jak i na wyspach brytyjskich.

Nora kupuje w antykwariacie starą walizkę do swojej kolekcji. W środku, pod podszewką znajduje plik zdjęć, a pośród nich fotografię dwóch dziewczyn, które rozpoznaje, ponieważ wiele lat wcześniej zaginęły one podczas wycieczki promem z Danii do Anglii. Zaniepokojona tym odkryciem Nora zaczyna drążyć temat. Na walizce odnajduje inicjały, które wskazują Billa Hixa – słynnego seryjnego mordercę. Hix został skazany za swoje zbrodnie i aktualnie siedzi w więzieniu, ale ciał jego ofiar nigdy nie odnaleziono. Licząc na to, że znaleziona walizka może być ważną wskazówką, Nora odkrywa że więcej dziewczyn ze zdjęć zaginęło, ale stało się to już po tym, jak Bill Hix trafił do więzienia.

W dziennikarskim śledztwie Norze towarzyszy jej przyjaciel z młodości – Andreas. Duński policjant aktualnie przebywający na szkoleniu w Londynie. Mamy więc nie tylko wątek kryminalny, ale też dość zgrabnie poprowadzony wątek miłosny.

“Zaginione” to książka która naprawdę wciąga. Nora jest postacią która wzbudza sympatię – jest zawzięta i ciekawska, jak na dziennikarkę przystało. Ostatnio największym moim problemem podczas czytania kryminałów był właśnie brak bohatera którego da się lubić. Autorka buduje postaci wyraziste, konkretne. Może nie są one charakterologicznie bardzo rozbudowane, ale na potrzeby powieści kryminalnej wystarczy. Są “jakieś” i to zarówno te główne, jak i te na dalszych planach.

Zazwyczaj w książkach kryminalnych staram się znaleźć coś, co wyróżni tę książkę spośród pozostałych.

Kryminały to przecież literatura gatunkowa, która rządzi się swoimi zasadami. Pisarze więc podążają za nimi lub je łamią. I dobrze, jeśli robią to świadomie i z wyczuciem. W “Zaginionych” mamy postać intrygującego i bardzo inteligentnego seryjnego mordercy – motyw ukochany przez popkulturę. Tylko, że nasz morderca od dłuższego czasu spokojnie sobie siedzi w areszcie i raczej na pewno nie może być sprawcą morderstw, które bada Nora.

Parafrazując słynne powiedzenie możemy powiedzieć, że kryminału nie rozpoznaje się po tym, jak się zaczyna, ale jak się kończy. I tutaj Lone Theils  nie zawiodła, bo zwroty akcji i wyjaśnienie całej historii jest naprawdę przewrotne i zaskakujące. Bardzo mi się podobało właśnie to, że im było bliżej końca, tym trudniej było mi się oderwać od lektury. Bo nie ma niczego bardziej rozczarowującego, niż podążanie za literackim śledztwem bez palącej chęci poznania zakończenia. Im bliżej końca tym akcja staje się bardziej brawurowa. Nie jest to jeszcze szaleństwo w stylu Jo Nesbø. Marzyłabym, żeby autorka poszła w tę stronę i bardziej pobawiła się konwencją. Czuć, że ma talent do budowania takich dramatycznych sytuacji.

Lone Thelis napisała książkę zgrabną, z wartką akcją i pełnokrwistymi postaciami – zarówno na pierwszym i drugim planie. W zalewie nie najlepszych kryminalnych powieści ta jest naprawdę solidna i godna polecenia. Jeśli Nora Sand pojawi się w kolejnej książce, na pewno będzie to pozycja warta uwagi.

 

Jeśli lubicie duńskie kryminały koniecznie przeczytajcie wpis o książce “Wykolejony”. A jeśli samą Danię, zapraszam na relację z malowniczych klifów oraz tego, co można robić w Kopenhadze turystycznie, lokalnie, i całkiem leniwie.